Osiedlowy fryzjer

Nie chcąc odstawać od najnowszych trendów i mód w dziedzinie stylizacji włosów postanowiłem w końcu zajrzeć do fryzjera i skrócić swoje przydługie loki. Przyznam, że w tej sprawie zadziałałem pod wpływem impulsu, a konkretnie treściwego, różowego napisu, który zobaczyłem spacerując po Muranowie: „Fryzjer Damski Męski”. Zaledwie trzy słowa, a ile w nich treści!

Od osiedlowy fryzjer

– Czy zdąży mnie Pani jeszcze ostrzyc? – zapytałem po wejściu do gabinetu. Godzina była co prawda młoda (17:45), ale za to zapięta pod szyję kurtka pani Grażynki sugerowała, że jej dzień pracy już się skończył. Po chwili zastanowienia zgodziła się jednak, czując się pewnie w obowiązku do wypełnienia obietnicy wywieszonej na tabliczce drzwi: „Fryzjer otwarty w godzinach 10-18”.

Zostałem posadzony na niskim fotelu, a pani Grażynka przystąpiła do pracy. Było chłodne październikowe popołudnie, ale atmosfera osiedlowego fryzjera pozwalała o tym zapomnieć. Ze ścian spoglądały twarze słonecznie uśmiechniętych modeli, których falujące fryzury przywoływały lata 90-te. Moją kontemplację żelowych fryzur z portretów przerwał płynący z radia głos Maryli Rodowicz, który tak kwitował to spotkanie na Muranowie:

Są dwa światy i nas jest dwoje, do swych miejsc przypiętych jak rzepy,

Rzepy! Cóż za trafna metafora naszej sytuacji Pani Grażynko!

Ty masz pewnie więcej spokoju, ja mam dzieci.

Z  tym pierwszym pudło, ale fakt – dzieci nie mam.

Są dwa światy i jedno słońce, które u nas słabiej coś grzeje,

Piękne słowa! No i zimno się zrobiło ostatnio.

Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję, ja nadzieję.

Całe dwie dychy mam czyli cennikowe „strzyżenie męskie”, ale pewnie jeszcze tu wrócę…

Od osiedlowy fryzjer
Advertisements