Post-war Warsaw in colors

What has inspired me always the most about Warsaw was its’ ability to be rebuilt from the ruins. But can we deal with more photos of destroyed city? Or did we just become resistant for them?

Black-white photos of Warsaw very often leave me with a strange impression of studying HISTORY which is so distant that has become almost unbelievable. Such HISTORY doesn’t feet to our reality. It’s like dealing with a different dimension. And what if we bring some colors to it? And I don’t mean some fake pictures, but photos originally taken on Kodachrome film? That’s what happening if we look at color photos taken in 1947 by New York photographer Henry N. Cobb during his stay in Warsaw.

Astonishingly post-war Warsaw streets are becoming closer. Girl’s brown dress and a pomegranate car passing by bring life to these views. I’ve also realized one funny thing: it looked the most realistic when I could finally say to myself: “Oh, it’s almost like a film plan!”

Advertisements

Osiedlowy fryzjer

Nie chcąc odstawać od najnowszych trendów i mód w dziedzinie stylizacji włosów postanowiłem w końcu zajrzeć do fryzjera i skrócić swoje przydługie loki. Przyznam, że w tej sprawie zadziałałem pod wpływem impulsu, a konkretnie treściwego, różowego napisu, który zobaczyłem spacerując po Muranowie: „Fryzjer Damski Męski”. Zaledwie trzy słowa, a ile w nich treści!

Od osiedlowy fryzjer

– Czy zdąży mnie Pani jeszcze ostrzyc? – zapytałem po wejściu do gabinetu. Godzina była co prawda młoda (17:45), ale za to zapięta pod szyję kurtka pani Grażynki sugerowała, że jej dzień pracy już się skończył. Po chwili zastanowienia zgodziła się jednak, czując się pewnie w obowiązku do wypełnienia obietnicy wywieszonej na tabliczce drzwi: „Fryzjer otwarty w godzinach 10-18”.

Zostałem posadzony na niskim fotelu, a pani Grażynka przystąpiła do pracy. Było chłodne październikowe popołudnie, ale atmosfera osiedlowego fryzjera pozwalała o tym zapomnieć. Ze ścian spoglądały twarze słonecznie uśmiechniętych modeli, których falujące fryzury przywoływały lata 90-te. Moją kontemplację żelowych fryzur z portretów przerwał płynący z radia głos Maryli Rodowicz, który tak kwitował to spotkanie na Muranowie:

Są dwa światy i nas jest dwoje, do swych miejsc przypiętych jak rzepy,

Rzepy! Cóż za trafna metafora naszej sytuacji Pani Grażynko!

Ty masz pewnie więcej spokoju, ja mam dzieci.

Z  tym pierwszym pudło, ale fakt – dzieci nie mam.

Są dwa światy i jedno słońce, które u nas słabiej coś grzeje,

Piękne słowa! No i zimno się zrobiło ostatnio.

Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję, ja nadzieję.

Całe dwie dychy mam czyli cennikowe „strzyżenie męskie”, ale pewnie jeszcze tu wrócę…

Od osiedlowy fryzjer